Z początku myślałam, że jak odpocznę od biegania przez
2-3 tygodnie to stan zapalny rozcięgna minie i będę mogła wrócić do biegania.
Nic bardziej mylnego. Z drugiej strony bez odpoczynku i przerwy od biegania
wszystkie stosowane metody walki z tą kontuzją okażą się mało skuteczne.
W internecie na różnych forach możemy
znaleźć historię ludzi, którzy pomimo stosowania wielu metod leczenia rozcięgna
podeszwowego i ostrogi piętowej nie widzą poprawy, a nawet jeśli ona następuję,
to tylko na jakiś czas, a potem znowu wszystko zaczyna się od początku i ...
tak przez lata. Przyznam, że bardzo mnie to przeraziło...Jak to? Miałabym
wyjęty rok z biegowego życiorysu przez tą cholerną kontuzję? Ba, rok to w
optymistycznej wersji. Niektórzy podobno użerają się z rozcięgnem przez lata
wydając na to masę pieniędzy, a czasem nawet wyjeżdżają za granicę w
poszukiwaniu właściwego lekarza. Czy mnie też to czeka?- myślałam. Czy będę mogła
kiedyś biegać, tak by móc zrealizować swoje cele i ambicje? A może by tak
lepiej rzucić to wszystko w cholerę (w sensie to całe bieganie) i przerzucić
się na ...? Właśnie: na co?! Wiem, jest masa różnych rzeczy w których można się
realizować, ale ten kto "posmakował" biegania i złapał tego bakcyla,
kto odniósł w tym obszarze już jakieś małe sukcesy, kto biegał po 100 km
tygodniowo i śnił, że może już biegać, gdy biegać nie mógł... Ten wie, że to
nie taka prosta sprawa przerzucić się od tak na coś innego i zapomnieć o
bieganiu i wszystkim co się z nim wiąże.