wtorek, 3 stycznia 2017

Biegowe podsumowanie roku 2016, czyli o wychodzeniu z tarczą, a nie na...

Pod względem biegania był to dla mnie bardzo trudny rok. Ale też wiele mnie nauczył. Prawie nic nie poszło mi tak, jak sobie tego życzyłam, nie nabiegałam żadnej nowej życiówki, roczny kilometraż wyszedł bardzo miernie (by nie rzec kiepawo!), wydałam mnóstwo pieniędzy na rehabilitację (zamiast na nowe buty i wpisowe na zawody), ale być może tak właśnie miało być. A nawet jeśli nie, to cieszę się, że mam to już za sobą i wyszłam z tego z tarczą, a nie na...


Może nie będę się rozpisywać, a postaram się przedstawić wszystko w formie liczb i krótkich objaśnień. 

piątek, 9 grudnia 2016

Listopad - podsumowanie i dalsze plany

Czas podsumować to co udało mi się nabiegać w minionym już listopadzie. Wspomnę też nieco o swoich dalszych biegowych planach, które pomału zaczynam sobie nakreślać, ale jak na razie bez spinania się na jakiekolwiek życiówki. Główny cel to zbudować mocne fundamenty pod konkretniejsze bieganie na wiosnę... i nie nabawić się żadnej kontuzji!

W listopadzie łącznie przebiegłam 118,21 km. Wykonałam 20 treningów biegowych po których zawsze robiłam trening uzupełniający i stretching. Można powiedzieć, że plan wykonałam w 99%. Z czterech treningów tygodniowo przeszłam już do pięciu - co prawda plan Skarżyńskiego zakłada bieganie 4x w tygodniu, ale postanowiłam go nieco zmodyfikować - wiem, wiem...

piątek, 11 listopada 2016

Powrót do biegania po kontuzji - podsumowanie pierwszego miesiąca

Tak rozważnie i powoli do biegania nie wracałam jeszcze nigdy. Pierwszy raz w życiu zaczęłam od marszotruchtów. Nawet, gdy w 2012 roku zaczynałam biegać, to nie interesowała mnie taka forma budowania kondycji. Ale po dwóch poważnych kontuzjach na przestrzeni pół roku podejście się trochę zmienia i nadchodzi ten moment, że trzeba zrobić naprawdę porządny krok do tyłu, aby w dłuższej perspektywie w końcu zacząć przesuwać się na przód. 



Nie ufając już tak, jak kiedyś swojej intuicji postanowiłam wrócić do biegania w oparciu o szczegółowy plan. Co prawda w lutym, gdy zaczynałam swoje bieganie po złamaniu zmęczeniowym też teoretycznie robiłam to według planu, ale bardziej na zasadzie wytycznych, gdzie miałam dużą dowolność (opierałam się o plan Danielsa, który podaję od jakiego kilometrażu powinno się zaczynać, jak go stopniowo zwiększać, kiedy wprowadzić przebieżki, a potem rytmy i inne elementy treningu, tak aby organizm był na to przygotowany i nie zrobić sobie krzywdy). Wiedziałam tylko, że mam zacząć od 33% kilometrażu sprzed kontuzji, potem stopniowo go zwiększać, a po trzech miesiącach być już w formie. Nie pomyślałam jednak wtedy, że bieganie od razu 3 dni pod rząd (nawet jeśli są to dystanse 4-5km) to nie najlepszy pomysł. W ogóle bieganie co drugi dzień kiedyś nie wchodziło u mnie w rachubę... Zapominałam, że budowanie formy to nie tylko zbijanie tętna i wagi, ale też przygotowanie organizmu do zdolności regeneracji po wysiłku, w tym stawów, ścięgien i mięśni. 

sobota, 29 października 2016

Mój poradnik leczenia kontuzji rozcięgna podeszwowego - cz.2 "Droga leczenia długa i kręta jest..."

Z początku myślałam, że jak odpocznę od biegania przez 2-3 tygodnie to stan zapalny rozcięgna minie i będę mogła wrócić do biegania. Nic bardziej mylnego. Z drugiej strony bez odpoczynku i przerwy od biegania wszystkie stosowane metody walki z tą kontuzją okażą się mało skuteczne. 


W internecie na różnych forach możemy znaleźć historię ludzi, którzy pomimo stosowania wielu metod leczenia rozcięgna podeszwowego i ostrogi piętowej nie widzą poprawy, a nawet jeśli ona następuję, to tylko na jakiś czas, a potem znowu wszystko zaczyna się od początku i ... tak przez lata. Przyznam, że bardzo mnie to przeraziło...Jak to? Miałabym wyjęty rok z biegowego życiorysu przez tą cholerną kontuzję? Ba, rok to w optymistycznej wersji. Niektórzy podobno użerają się z rozcięgnem przez lata wydając na to masę pieniędzy, a czasem nawet wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu właściwego lekarza. Czy mnie też to czeka?- myślałam. Czy będę mogła kiedyś biegać, tak by móc zrealizować swoje cele i ambicje? A może by tak lepiej rzucić to wszystko w cholerę (w sensie to całe bieganie) i przerzucić się na ...? Właśnie: na co?! Wiem, jest masa różnych rzeczy w których można się realizować, ale ten kto "posmakował" biegania i złapał tego bakcyla, kto odniósł w tym obszarze już jakieś małe sukcesy, kto biegał po 100 km tygodniowo i śnił, że może już biegać, gdy biegać nie mógł... Ten wie, że to nie taka prosta sprawa przerzucić się od tak na coś innego i zapomnieć o bieganiu i wszystkim co się z nim wiąże. 

poniedziałek, 17 października 2016

Mój poradnik leczenia kontuzji rozcięgna podeszwowego - cz.1 "Historia upadku..."

Przez ostatnie 3 miesiące walczyłam chyba z najgorszą kontuzją, jaka mi się dotychczas przydarzyła. Dlaczego najgorszą? Bo nie ma nawet jednego sposobu, który gwarantuję jej wyleczenie, ale za to są dziesiątki, które "może pomogą"... W desperackich amokach przeczytałam, chyba "cały internet" na temat kontuzji rozcięgna podeszwowego i ostrogi piętowej (moim zdaniem często mylonych ze sobą kontuzji). Znam na pamięć nawet wątki na jakiś martwych już kompletnie forach z 2000 roku (wtedy miałam Komunię Świętą!) ... W związku z tym, postanowiłam stworzyć swój własny poradnik dla kolejnych pokoleń desperatów, którym przyjdzie walczyć z tym paskudztwem. Wpierw jednak opiszę swoją historię upadku... Okej, zaczynamy. 


Kontuzję nie biorą się znikąd. Sprawa oczywista. Niby wiemy o tym doskonale, a robimy wręcz kardynalne błędy, aby się ich nabawić. Jakie to błędy w moim przypadku? Cóż, robiąc bardzo szczegółowy biegowy (ale nie w biegu) rachunek sumienia, bijąc się pierś ze słowami Mea culpa... wymieniłabym takie o to czynniki prowadzące nas do zguby (nie tylko dobrej formy):