stycznia 01, 2019

Biegowe podsumowanie roku 2018

Rok 2018 już za nami, czas więc na małe podsumowanie. Czy to był dla mnie dobry pod względem biegania rok? Ile udało mi się przebiec? Gdzie wystartowałam, jakie nowe życiówki nabiegałam, co starałam się zmienić w swoim treningu, czego zabrakło? Z czego jestem dumna, a co mogło pójść lepiej? Jakie mam plany na rok następny? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w tym poście. 

 


Patrząc wstecz jestem zdania, że ostatnie 12 miesięcy nie licząc jakiś paru potknięć (choroby, spadek motywacji itp) były dla mnie naprawdę udane w kwestii biegania. Jako, że biegacze lubią cyferki, to wpierw wspomnę o tym ile udało mi się łącznie przebiec, ile czasu mi to zajęło i ogólnie ile w tym roku poświęciłam na trening, a przyznam, że trochę mi tego wyszło.

Przebiegłam 3, 022.55 km, co zajęło mi 270h 13min
➦ Na trening uzupełniający poświęciłam 82h 47min
➦ Na spin bike spędziłam 48h 39min
➦ Przejechałam na rowerze 1,881.29 km
➦ Podczas pieszych wędrówek po górach pokonałam 58,48 km

 Łączny czas aktywności wyniósł: 547h 15min
 ➤ Spaliłam około: 255, 993 C


Wystartowałam w:

➙ 38. Półmaraton Wiązowski (4.03) - 1h 44min 55s
13. Półmaraton Warszawski (25.03) - 1h 40min 40s ŻYCIÓWKA
➙ 11. PKO Poznań Półmaraton (15.04) - 1h 46min 40s
➙ I Bieg Marii Grzegorzewskiej - dystans 5km (18.05) - 21min 48s (2.miejsce wśród kobiet)
➙ V Pruszkowski Bieg Wolności - dystans 10km (27.05) - 46min 26s (3.miejsce w K20; 6. miejsce wśród kobiet)
➙ Puchar Maratonu Warszawskiego - dystans 20km (21.07) - 1h 39min 42s
➙ Ultra Mazury 2018 - dystans U30 37,4 km (11.08) - 3h 45min 20s (8.miejsce wśród kobiet)
30. Bieg Niepodległości w Warszawie - 10km (11.11) - 44min 09s ŻYCIÓWKA

Myślałam, że było tego trochę więcej, ale prawdą jest, że nigdy dużo nie startowałam, więc ten rok nie był pod tym względem gorszy od poprzednich. Jakoś tak mam, że gdy pochłaniają mnie przygotowania do konkretnego biegu, to ciężko mi wpasować w plan start kontrolny, albo porwać się na coś spontanicznego. Chociaż dwa spontaniczne biegi (Bieg Marii Grzegorzewskiej i Pruszkowski Bieg Wolności) zaowocowały zdobyciem dwóch "pudeł", więc może czasem warto wyjść poza schemat?
Z czego jestem dumna , to fakt, że w końcu nabiegałam w tym roku nowe życiówki na dystansie półmaratonu i 10 km. Co prawda w obu przypadkach zabrakło mi paru sekund do upragnionego wyniku, ale i tak bardzo się z nich cieszę. Te poprzednie były już tak zakurzone, że aż sama się zastanawiałam jak to możliwe? Tyle biegam i ciągle nic... Ale w końcu coś ruszyło.
Kolejna sprawa. Niemal przez cały rok nie miałam, ani jednej poważnej kontuzji. Jedynie w czerwcu dokuczała mi pachwina, więc przez około 3-4 tygodnie mocno ograniczyłam bieganie, ale za to bardzo dużo (i mocno) trenowałam na spin bike, więc w lipcu udało mi się płynnie wejść w trening pod start w Ultra Mazury.
Za swego rodzaju sukces uważam też to, że postanowiłam się zabrać za leczenie mojego kolana. Wybrałam się do ortopedy, miałam rezonans magnetyczny i zostałam skierowana na terapię manualną, którą odbyłam w Klinice Sportowej Ortoreh u pani Ewy Witek-Piotrowskiej, którą bardzo szczerze polecam wszystkim, którzy zmagają się z wszelakimi kontuzjami, a lekarze umywają ręce, przepisują tabletki i maść lub kierują na zabieg. Co prawda terapia manualna jest bardzo bolesna... ale naprawdę skuteczna. Czuję ogromną poprawę (pierwszy raz od 2015 roku robiłam wybieganie trwające ponad 2h i nie musiałam się zatrzymać, ani też nie czułam tego specyficznego bólu) i myślę o maratonie na wiosnę. Grudniową bazę już zrobiłam i w styczniu chciałabym zacząć poważniejszy trening pod maraton. Mam nadzieję, że zdrowie pozwoli zrealizować te plany.
Z pozytywnych zmian w treningu, jakie zaszły u mnie w tym roku to ilość czasu, jaki zaczęłam poświęcać na trening uzupełniający i rozciąganie/rolowanie. Zdecydowanie nie traktuję sprawy po macoszemu i może to też w dużej mierze uchroniło mnie przed większymi kontuzjami. W każdym razie zdecydowanie czuję się sprawniejsza i mam nadzieję, że to pozytywnie przekłada się na moje bieganie.

Cieszę się też, że miałam okazję pobiegać w Londynie i Berlinie - w obu tych miastach bardzo chciałabym przebiec w przyszłości maraton. Może to takie już oklepane marzenie większości biegaczy, ale trzeba przyznać, że te chyba dwa największe maratony w Europie mają w sobie ogromną siłę przyciągania. Próbowałam szczęścia w losowaniu do wzięcia udziału w tegorocznej edycji Berlin Marathon, ale niestety maszyna losująca mnie nie wybrała... Ale są jeszcze inne drogi, aby uzyskać pakiet, więc tak naprawdę nic straconego. Jeśli podczas maratonu na wiosnę (prawdopodobnie będzie to Orlen Warsaw Marathon) moje kolano nie będzie szwankować, to wtedy poważnie się zastanowię nad Berlinem we wrześniu.

To byłoby chyba na tyle w telegraficznym skrócie jeśli chodzi o ten wycinek mojego życia, jakim jest bieganie i wszystko co z nim związane. Pomimo różnych przeciwności staram się nie rezygnować ze swojej pasji i szukam w sobie motywacji, bo wierzę, że ta najsilniejsza jest w nas samych, tylko czasem trzeba trochę "pokopać", żeby się do niej dobić. Może ta umiejętność (konsekwentnie wypracowana) to nawet więcej niż połową sukcesu?




2 komentarze:

  1. Gratuluję i życzę sportowej wytrwałości w kolejnym roku!

    https://bionic-sklep.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne wyniki, oby z roku na rok były coraz lepsze! :) A w Londynie też chciałbym wystartować.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szanuj pasję , Blogger